Gabinet Psychologiczny-Beata Zofia Rawicka

Gabinet  Psychologiczny-Beata Zofia Rawicka Pomagam i towarzyszę osobom w zmianie, w atmosferze ducha dialogu motywującego. Realizatorka programu "Szkoła dla rodziców i wychowawców”

Sesje indywidualne dla każdego kto chce sie rozwijać, jest w kryzysie, mierzy sie z różnymi trudnościami.

02/27/2026

„Najważniejsza lekcja”

Poranek.
Szósta klasa.
Pani Aneta wchodzi do sali, w której zapach świeżej farby miesza się z kurzem kredy.

– „Dzień dobry, kochani. Cieszę się, że znowu się widzimy. Każde z was jest dla mnie ważne i czeka nas świetny rok” – mówi, próbując uśmiechnąć się szerzej niż pozwala jej na to zmęczenie.

Jej wzrok pada na Martę. Dziewczynka siedzi sama w ostatniej ławce.
Bawi się długopisem, rysując po marginesie zeszytu.
Włosy w nieładzie, oczy spuszczone w dół...
Aneta wie, że nigdy nie była cierpliwa wobec tej dziewczyny w piątej klasie.
Marta ciągle się spóźniała, oddawała puste kartki, a koledzy nazywali ją „tą dziwną”.

Tego dnia, po lekcjach, dyrektor prosi nauczycieli o przejrzenie dokumentacji uczniów.
Aneta zostawia teczkę Marty na koniec. Niechętnie po nią sięga.

Kiedy jednak zaczyna czytać, serce ściska jej się mocno:

– „Klasa pierwsza: dziewczynka jest wrażliwa, pełna entuzjazmu dziewczynka, dużo rysuje, marzy o byciu artystką”.
– „Klasa druga: uczennica bardzo zdolna, ale mama ciężko choruje. Marta bywa zamyślona, przychodzi bez drugiego śniadania”.
– „Klasa trzecia: uczennica po śmierci mamy Marta jest wycofana, smutna. Nauczyciele zauważają duży spadek w nauce”.
– „Klasa czwarta: uczennica samotna, nie radzi sobie z zadaniami. Często zasypia na lekcjach”.

Aneta odkłada papiery, przeciera oczy.
– „A ja tylko się na nią złościłam…” – szepcze.

Kilka dni później, na Dzień Nauczyciela, dzieci przynoszą prezenty w kolorowych torebkach. Pachnące świeczki, czekoladki, kwiaty.
Marta podaje jej pogniecioną kartkę z narysowanym sercem i kilkoma literami, nierówno napisanymi:
„Dziękuję, że pani uczy”.

Kilku uczniów chichocze i podszeptuje:
-"Co to za prezent?"-
Aneta natychmiast reaguje:
– „Marto… to najpiękniejsza kartka, jaką dostałam. Zawieszę ją nad biurkiem w pokoju nauczycielskim, żeby wszyscy mogli zobaczyć, jak mam wspaniałych uczniów”.

Dziewczynka podnosi wzrok. Jej oczy na chwilę rozbłyskają.
Po lekcjach podchodzi nieśmiało:
– „Moja mama też zawsze robiła mi takie serduszka do śniadania… To fajnie, że pani się spodobało”.

Aneta odwraca głowę, żeby nie zobaczyła łez.

Od następnego dnia coś się zmienia.
Na matematyce mniej liczb, więcej rozmów o odwadze.
Na polskim – więcej opowieści o bohaterach, którzy przegrywali, ale wstawali.
Na godzinie wychowawczej – dużo ciszy i wspólnego rysowania.

Marta powoli wraca do życia. Zaczyna czytać na głos. Podnosi rękę. Śmieje się z koleżankami na przerwie.

Kilka lat później przychodzi list:
– „Pani Aneto, dzięki pani uwierzyłam, że mam sens. Skończyłam liceum i idę dalej. Pani jest moją najlepszą nauczycielką”.

Potem kolejny:
– „Zdałam na studia! Idę na pedagogikę, chcę wspierać dzieci tak jak pani wsparła mnie”.

Jeszcze jeden, po latach:
– „Staż w szkole skończony. Zaczynam pracę jako nauczycielka. Kiedy staję przed klasą, przypominam sobie pani uśmiech i to jedno zdanie: »Każde z was jest ważne«”.

Aż wreszcie zaproszenie:
– „Pani Aneto, wychodzę za mąż. Chciałam Panią poprosić, czy zechciałaby Pani usiąść w kościele tam, gdzie siedziałaby moja mama. Byłabym zaszczycona (...) Dobrze, że Pani jest!”.

Na ślubie Marta podchodzi, obejmuje mocno.
– „Dziękuję, że zobaczyła pani we mnie coś więcej niż brudne zeszyty i opuszczone lekcje. Dziękuję, że byłam dla Pani ważna”.

Aneta uśmiecha się przez łzy.
– „Marto… to ty byłaś moją najważniejsza lekcją”.

Bo w szkole - chodzi o intencje i relacje 💚..
. Pamiętajmy- Nauczyciele z pasji potrafią odmienić życie! ❤️

Przytulam od serducha ❤️
dr Kamila Olga-psycholog










02/22/2026
02/14/2026

„Powiedzieli mi, że nie nadaję się do śpiewania… że mam dziwny głos, że się jąkam i że z taką twarzą nigdzie nie zajdę. Ale i tak śpiewałem, nawet jeśli nikt nie klaskał.”

Jako dziecko przeszedłem operację ucha, która zostawiła mnie z problemami ze słuchem. Jąkałem się, a ludzie wyśmiewali mnie za włosy, piegi i sposób, w jaki mówiłem. Czułem się niewidzialny.

Ale pewnego dnia zobaczyłem Eminema w telewizji… i zacząłem zapamiętywać jego teksty, żeby poprawić swoją mowę. Tak nauczyłem się rapować – nie po to, żeby być sławnym, ale żeby móc mówić bez zacinania się.

W wieku 16 lat wziąłem gitarę, plecak i pojechałem do Londynu. Spałem na kanapach, w parkach, nawet na dworcach. Grałem na ulicy za drobne. Czasem nikt się nie zatrzymywał. Ale grałem dalej. Nagrywałem swoje piosenki, mając bardzo mało. Potrafiłem zagrać 300 koncertów w ciągu jednego roku, prawie bez przerwy. Słyszałem „nie” więcej razy, niż potrafię zliczyć.

Pewnego dnia, bez wytwórni i menedżera, postanowiłem wrzucić swoje piosenki do Internetu. Jeden z moich filmików trafił do Jamie Foxxa, który zaprosił mnie do swojego domu w Los Angeles.

Wsparł mnie i uwierzył we mnie, gdy nikt inny tego nie robił. I tak wszystko się zaczęło. Ale nigdy nie zapomniałem tych zimnych nocy, kiedy spałem z gitarą pod głową zamiast poduszki, ani tych wszystkich razy, gdy mówili mi, że nie mam wyglądu gwiazdy.

„Czasem jedyne, czego potrzebujesz, to nie podobać się światu, ale wierzyć w to, co robisz, aż świat nie będzie miał wyjścia i cię usłyszy. Nie jesteś dziwny… jesteś po prostu o krok przed swoim czasem.”

– Ed Sheeran

01/21/2026

Odebrano mu wszystko: imię, dom, wolność.
Ale nie udało się odebrać tego, co ocaliło mu życie — i co później ocaliło życie milionom innych.

W obozie koncentracyjnym Viktor Frankl nie był już człowiekiem. Był numerem 119104.
Wiedeński psychiatra, utalentowany i ceniony, w wieku 37 lat znalazł się z ogoloną głową, w pasiastym ubraniu. Rękopis, wszyty w płaszcz, odebrano mu natychmiast po przybyciu do Auschwitz.
Wszystko, co tworzył przez lata, zostało utracone.

Pozostało jednak to, czego nie mogli mu odebrać: jego wiedza.
I Viktor Frankl wiedział coś, co z czasem zmieni świat.

W obozie uważnie obserwował.
I widział: ludzie umierali nie tylko z głodu, zimna czy chorób.
Umierali wtedy, gdy tracili swoje „dlaczego”.

Gdy człowiek nie miał już celu, nikogo, kogo chciałby jeszcze zobaczyć, ani sprawy do dokończenia —
jego ciało się poddawało.
Lekarze nazywali to give-up-itis — chorobą całkowitej utraty nadziei.

Wtedy Frankl rozpoczął swój eksperyment.
Nie w laboratorium — w barakach.

Podchodził do tych, którzy byli na granicy, i pytał:
Kto czeka na ciebie tam, za drutami?
Co jest jeszcze ważne, by powiedzieć?
Dla czego warto się trzymać?

Nie mógł dać im jedzenia.
Nie mógł dać wolności.
Ale mógł dać sens.

Jedni przeżywali, myśląc o córce.
Inni — o książce, którą musieli dokończyć.
A sam Frankl w myślach przepisywał swoją — słowo po słowie, noc po nocy.

Był kwiecień 1945 roku.
Ważył 38 kilogramów. Jego żona, matka i brat zginęli.
Mógł się poddać.

Zamiast tego usiadł — i zaczął pisać.

W ciągu dziewięciu dni odtworzył książkę, którą mu odebrano.
Ale teraz było w niej coś, czego wcześniej nie było: dowody.

Nie była to tylko teoria.
Było to doświadczenie przetrwania.

Nazwali ten kierunek logoterapią.
Prosta i silna idea:
człowiek jest w stanie znieść każde „jak”, jeśli ma „dlaczego”.

Książka ukazała się w 1946 roku.
Tytuł: „Powiedzieć życiu «tak» mimo wszystko” lub „Człowiek w poszukiwaniu sensu”.
Po angielsku: Man’s Search for Meaning.

Początkowo przeszła bez echa.
„Zbyt ciężka” — mówiono.
Ale zaczęła się rozchodzić.
I zaczęła ratować życie.

Przetłumaczona na ponad 50 języków, sprzedana w ponad 16 milionach egzemplarzy.
Czytali ją ludzie śmiertelnie chorzy, więźniowie, osoby w rozpaczy.
I ci, którzy w ciemną noc pytali siebie, czy warto wytrzymać jeszcze jeden dzień.

I znajdowali odpowiedź.

Bo Viktor Frankl udowodnił prostą prawdę:
nie możemy wybrać tego, co nas spotyka.
Ale zawsze możemy wybrać, jak do tego podejdziemy.

Dziś — na szpitalnych oddziałach, w gabinetach psychologów, w najtrudniejszych momentach życia —
jego słowa wciąż wspierają tych, którzy cierpią:

„Człowiekowi można odebrać wszystko, oprócz jednego —
wolności wyboru własnej postawy wobec każdych okoliczności”.

Dano mu numer.
Historia dała mu nieśmiertelność.

09/15/2025

Mały Chłopiec zapytał:
– Dziadku, a czego boi się zło?

Dziadek uśmiechnął się:
Świetne pytanie!
Zło boi się prawdy, bo prawda odbiera mu siłę.
Boi się miłości, bo ona jest jak tarcza, której nie potrafi przebić.
I boi się nadziei, bo nadzieja sprawia, że człowiek zawsze wstaje, nawet kiedy mocno upadnie.
Ale chyba najbardziej, najbardziej boi się jedności ludzi – bo zło karmi się podziałami. Uwielbia je! Ale gdy ludzie trzymają się razem, wspierają, zło staje się bezsilne.

Chłopiec zamyślił się:
– To znaczy, że kiedy ludzie są razem i sobie pomagają, zło nie ma już miejsca na świecie. To jest takie proste?

- Tak 🙂 A jednocześnie bardzo trudno o tym pamiętać.

Address

Chicago, IL

Opening Hours

Monday 9am - 8pm
Tuesday 2pm - 8pm
Wednesday 2pm - 8pm
Thursday 2pm - 8pm
Friday 2pm - 8pm
Saturday 8am - 8pm
Sunday 8am - 8pm

Telephone

+13313045617

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Gabinet Psychologiczny-Beata Zofia Rawicka posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Practice

Send a message to Gabinet Psychologiczny-Beata Zofia Rawicka:

Share

Share on Facebook Share on Twitter Share on LinkedIn
Share on Pinterest Share on Reddit Share via Email
Share on WhatsApp Share on Instagram Share on Telegram

Category